Menu

Oficjalna Strona Klubu Astronomicznego Almukantarat

Oficjalna Strona Klubu Astronomicznego Almukantarat

Znów byliśmy na obozie… (rok 2002)

Olimpia Przybylska
Załęcze Wielkie, 2002

Nasz tegoroczny obóz astronomiczny rozpoczął się w dniu 11 sierpnia. Wszyscy uczestnicy zjechali się do Załęcza Wielkiego, naszego tradycyjnego i ukochanego miejsca spotkań. Niezmiernie miło było zobaczyć swych przyjaciół po dosyć długim okresie przerwy — niektórzy widzieli się ostatnio na zeszłorocznym obozie. Pierwszy dzień (wolny od zajęć z powodów organizacyjnych) spędziliśmy rozmawiając o zmianach, które ewentualnie zaszły w naszych życiorysach od czasu ostatnich naszych wspólnych spotkań.

Zdjęcie zbiorowe uczestników obozu
Zdjęcie zbiorowe uczestników obozu

Już następnego poranka poczuliśmy, że naprawdę jesteśmy na obozie. Radosny dźwięk gwizdka naszego oboźnego, którym w tym roku był Wojciech Warkocki, dał nam znak, że Słońce wzeszło i pora wstawać. Po obfitym śniadaniu dowiedzieliśmy się o planie zajęć na cały dzień. Od godziny 10 odbywały się wykłady z fizyki i matematyki prowadzone przez Tomasza Sowińskiego oraz Filipa Dutkę oraz zajęcia informatyczne. Byliśmy podzieleni na dwie grupy ze względu na informatykę. Jedna z grup była bardziej zaawansowana, druga natomiast uczyła się tworzyć nieco mniej skomplikowane programy komputerowe. Każdy więc mógł znaleźć coś dla siebie — bez względu na to, czy miał mniejsze czy większe pojęcie o komputerach.

Po obiedzie regularnie sprzątaliśmy nasze obozowisko. Trzeba przecież dbać o miejsce, w którym się egzystuje. Na obozie dyscyplina musi być! Odbywały się również wykłady z astronomii (Kacper Kornet), rozwiązywanie zadań, również z różnych olimpiad (Leszek Błaszczyk, Adam Bielaszewski, Anna Urbańska) oraz czasami wykłady ponadprogramowe, tzn. osób, które nie były wykładowcami na obozie, ale chciały się z nami czymś podzielić. O godzinie 19:15 kolejny posiłek, a po nim zajęcia komputerowe dla chętnych prowadzone przez Wojciecha Rutkowskiego.

Tak właśnie upłynął nam pierwszy tydzień na obozie. Czas był wypełniony po brzegi i na nudę po prostu nie można było narzekać. Dodatkową atrakcją była tak zwana „liga zadaniowa”, tj. zadania, które rozwiązywaliśmy w losowanych grupach w wolnych chwilach. Pod koniec obozu ogłaszany był zwycięzca. Motywacją do wygranej była oczywiście duma z samego siebie, ale także i nagroda — niespodzianka!

W drugim tygodniu naszego pobytu w Załęczu Wielkim odbywały się sesje referatowe uczestników obozu. Na naszych obozach ważne jest bowiem to, aby nie tylko brać, ale i dawać coś innym od siebie. Tematy referatów były przeróżne: od astronomicznych, poprzez biologiczne, przyrodnicze, matematyczne aż do sportowych. Taka różnorodność była rzeczą niezmiernie korzystną. Każdy bowiem był bardzo zainteresowany tym, co powiedzą koledzy. Tematy dotyczyły tak wielu dziedzin, że aż przyjemnie było słuchać i dowiadywać się czegoś nowego, o czym do tej pory nie miało się bladego pojęcia.

Oprócz zajęć dydaktycznych mięliśmy również trzy wspaniałe wycieczki. Jedną z nich była nocna przechadzka do Węży. Najpierw porządny 12-kilometrowy marsz w jedną stronę, zwiedzanie niesamowitych jaskiń Załęczańskiego Parku Krajobrazowego i powrót — również na piechotę — do obozowiska. Wrażenia z wyprawy niesamowite. No i to wspaniałe uczucie, że dało się radę tyle przejść na własnych nogach!

Mięliśmy też okazję odbyć spływ kajakami po Warcie. Wspaniała przygoda, która nie zdarza się często. Na obozie astronomicznym jednak wszystko jest możliwe. Należy podkreślić, że zarówno wycieczka na Węże jak i spływ kajakowy były zorganizowane dla osób chętnych. Nie było obowiązku uczestniczenia w tych zajęciach. Nikt nie był do niczego zmuszany, więc nie należy się obawiać! Tradycyjnie już udaliśmy się do Planetarium Śląskiego w Chorzowie. Jak zawsze naszym przewodnikiem był pan Marek Szczepański — współzałożyciel naszego Klubu przed dwudziestu laty i pracownik owego planetarium. Pod kopułą rozgwieżdżonego nieba obejrzeliśmy dwa, specjalnie dla nas wyświetlone, seanse.

Bardzo istotną sprawą, o której niewątpliwie należy wspomnieć jest nasze obozowe odkrycie. Podczas nocnych obserwacji nieba kamerką internetową uczestnicy naszego obozu zauważyli dziwne zjawisko wokół jednej z gwiazd. Natychmiast powiadomiliśmy o tym kilku znanych astronomów, w tym prof. Paczyńskiego, a wieści nasze w bardzo krótkim czasie dotarły także do innych państw i kontynentów! Do tej pory nie wiadomo jeszcze, co dokładnie zaobserwowaliśmy. Jednak sam fakt, że na nasz sygnał obrócone zostały teleskopy w wielu miejscach na Ziemi napawa nas dumą i satysfakcją.

Ponieważ w ośrodku przebywały również inne grupy, jak zawsze proponowaliśmy im dzienne i nocne obserwacje obiektów niebieskich. Dla najmłodszych przygotowaliśmy specjalne pokazy multimedialne, aby przybliżyć im czym zajmuje się astronom. Nie stroniliśmy również od potyczek na boisku piłkarskim, oczywiście w przyjacielskiej atmosferze. Rozegraliśmy mecz z pracownikami „Nadwarciańskiego Grodu”, dzięki czemu jeszcze bardziej zacieśniły się więzy pomiędzy „Almukantaratem” a ekipą ośrodka.

Co drugi dzień odbywały się ogniska, na których mogliśmy wysłuchać wspomnień dotyczących historii Klubu i pierwszych obozów naszych wychowawców. Ogniskom towarzyszyły nasze wesołe śpiewy przeplatane opowieściami. Na trzech ostatnich ogniskach mięliśmy przyjemność gościć trójkę starszych harcerzy z Szarych Szeregów, którzy bardzo ciekawie mówili nam o bohaterskiej walce w czasie wojny i cierpliwie odpowiadali na nasze dociekliwe pytania. Mięliśmy więc darmowe lekcje historii, które w przeciwieństwie do tych w szkole były bardzo ciekawe. Czas był jednak nieubłagany i biegł niesamowicie szybko. Nawet się nie obejrzeliśmy, a już nastał ostatni dzień obozu. Mimo wielu obowiązków, nocnych wart i nieprzespanych nocy, które spędzaliśmy na boisku obserwując rozgwieżdżone niebo, wcale nie chciało się nam wracać do domów — tej szarej rzeczywistości, która czekała na nas tuż za bramą ośrodka. Ostatnie uściski rąk i ostatnie zamieniane słowa wprowadziły nas w sentymentalny nastrój. Aż łezka zakręciła się każdemu w oku na myśl o tym, że dopiero za jakiś czas będziemy się mogli znowu wszyscy spotkać. Teraz siedzimy w domach i odliczamy dni do kolejnego seminarium, na którym znowu będziemy mogli być razem.